Co nam grozi w Sieci?
Freedom jest zaawansowanym, kompleksowym systemem ochrony
prywatności użytkowników Internetu. Na temat zagrożeń tej prywatności
napisano już wiele - każdy z Czytelników zapewne niejednokrotnie
zetknął się z publikacjami ostrzegającymi, iż mimo pozorów
anonimowości w Sieci, inni jej użytkownicy mogą dowiedzieć się o nas
zaskakująco dużo. Każdy oczywiście zdaje sobie sprawę, że np.
wysyłając e-mail pod adres podany na stronie WWW albo występując w
grupach dyskusyjnych czy na IRC-u pod swoim prawdziwym nazwiskiem
ujawniamy bliżej nieokreślonym ludziom wiele szczegółów na swój
temat. Niektórym to nie przeszkadza; inni chcą ukryć swoją tożsamość,
korzystając z zakładanych pod pseudonimami kont na darmowych
serwerach pocztowych. Anonimowość zapewniana przez takie konta jest
jednak bardzo słaba, gdyż chociaż nie ujawniamy światu naszego
nazwiska, wciąż z naszego komputera "wycieka" wiele danych
pozwalających nas zidentyfikować.
Choćby tak podstawowa dla Internetu i niezbędna do nawiązania
jakiegokolwiek połączenia informacja, jak adres IP naszego komputera.
Parametr, wydawałoby się, czysto techniczny; a jednak i on może
okazać się zdradliwy. Jest bowiem zapisany w nagłówkach każdego
wysłanego przez nas listu: korzystając z usługi whois i
programów takich jak np. VisualRoute można po adresie
IP, jak po nitce do kłębka, bez trudu dotrzeć do naszego dostawcy
Internetu. Ten zaś dysponuje wszelkimi informacjami niezbędnymi do
stwierdzenia, kto danego dnia i o danej godzinie korzystał z
określonego adresu IP - nawet gdy jest to adres przydzielany
dynamicznie połączeniom modemowym. Wprawdzie teoretycznie dane te są
tajne i operator nikomu ich nie ujawni bez nakazu prokuratury lub
sądu, można jednak wątpić, czy ta tajemnica oprze się uzbrojonemu
bandycie, który nabierze ochoty na nasze dane osobowe po tym, jak w
grupie dyskusyjnej anonimowo pochwaliliśmy się posiadaniem dużej sumy
pieniędzy... No chyba, że list ten wysłaliśmy z kawiarni internetowej
położonej w okolicy, gdzie nikt nas nie zna, daleko od miejsca
naszego zamieszkania...
Tak drastyczne przypadki są oczywiście raczej rzadkie; niemniej
jednak znając nasz adres IP złośliwy użytkownik Sieci może -
szczególnie w przypadku, gdy mamy stałe łącze (co dotyczy np. coraz
liczniejszej grupy abonentów usługi SDI) - przysporzyć nam innych
kłopotów, poprzez np. próby blokowania naszego komputera (ataki DoS),
czy włamywania się do niego i wykradania, bądź uszkadzania danych.
Jednak gdy nie korzystamy z Internetu aktywnie, a tylko oglądamy
strony WWW, mogłoby się wydawać, że jesteśmy bezpieczni. Wprawdzie
serwery, które odwiedzamy, znają nasz adres IP, ale nic poza tym:
zaś sam adres, bez powiązania z innymi informacjami (jak np. treść
wypowiedzi w grupie dyskusyjnej) jest tylko bezużytecznym numerem,
nie różniącym się od tysięcy innych. Jednak nie do końca:
wykorzystując technikę "ciastek" (cookies), serwer może
odróżniać nas od innych użytkowników i śledzić trasę naszej wędrówki
po witrynie; potrafi nas także rozpoznać, gdy w przyszłości ponownie
odwiedzimy tę samą stronę, nawet z innym adresem IP - choć nadal nie
wie kim jesteśmy. Jeżeli jednak skorzystanie z pewnych usług
oferowanych przez witrynę wymaga zarejestrowania się (np. w celu tzw.
"personalizacji" serwisu), zgromadzone dotychczas informacje na nasz
temat mogą zostać bez problemu skojarzone z danymi wpisanymi w
formularzu - i okazuje się, że w rzeczywistości ujawniliśmy firmie
prowadzącej serwis więcej wiadomości o sobie, niż chcieliśmy... Wie
ona bowiem teraz już nie tylko, kim jesteśmy, ale także, które strony
na serwerze lubimy najczęściej oglądać, co w przypadku dużych,
wielotematycznych serwisów, takich jak portale, może sporo mówić o
naszym charakterze i osobowości...
Bardziej skutecznie, bo nie ograniczając się do pojedynczej
witryny, mogą nas śledzić bannery reklamowe, wszechobecne na stronach
WWW. Większość profesjonalnych serwisów internetowych, przynajmniej w
USA, nie zajmuje się sama wyświetlaniem bannerów, lecz odwołuje się
do zewnętrznych serwerów reklam (tzw. ad-servers). Serwery te
są własnością wyspecjalizowanych firm zajmujących się reklamą w
Internecie i obsługują zwykle wiele różnych witryn WWW naraz. Firma
taka może zatem obserwować nas na wszystkich witrynach, na których ma
swoje bannery reklamowe... Uzyskane w ten sposób dane są bardzo
cenione np. w marketingu, gdyż dokładnie precyzują, jakich produktów
reklamy najlepiej nam przysyłać, aby mieć największą szansę, że je
kupimy... I znowu, tak jak w przypadku ujawniania swojego nazwiska w
Sieci, jedni nie przejmują się, że serwery gromadzą dane o ich
upodobaniach; inni się tego panicznie boją, twierdząc iż "nie
wiadomo, do czego takie dane mogą być wykorzystane"; jeszcze inni
natomiast chcieliby móc dokładnie decydować, jakie informacje i komu
będą ujawniać. Właśnie dla tych ostatnich jest Freedom.
Surfowanie w masce
Istota działania tej usługi sprowadza się do "zamaskowania"
korzystającego z niej użytkownika jedną lub kilkoma
pseudo-anonimowymi "wirtualnymi tożsamościami" (tzw. nyms),
które będą widoczne w Internecie. Pseudo-anonimowość oznacza, że
użytkownik jest rozpoznawalny (a więc można np. zbierać informacje o
tym, jakie strony WWW odwiedza, czy skojarzyć ze sobą jego wypowiedzi
w grupie dyskusyjnej), natomiast pozostaje anonimowy w tym sensie, że
nie wiadomo nic na temat jego rzeczywistej tożsamości. Nie
można również ustalić, czy dowolne dwie wirtualne tożsamości
przypisane są dwóm różnym osobom, czy jednej. Można więc używać
różnych tożsamości do różnych celów - jeżeli nie chcemy np. aby ktoś
kojarzył wygłaszane przez nas w grupie dyskusyjnej poglądy polityczne
z naszymi staraniami o pracę, można używać jednej tożsamości do
dyskusji w grupie, a innej do przeglądania stron z ofertami pracy.
Każdy nym ma swój własny, niepowtarzalny adres e-mailowy
w domenie freedom.net. Wirtualne tożsamości nie są jednak
zwykłymi pseudo-anonimowymi kontami pocztowymi, jakie można założyć
na darmowych serwerach. Nie są też czymś "więcej"; są czymś zupełnie
innym...
Podstawowym sposobem, jakiego używa Freedom, aby zapobiec
zidentyfikowaniu użytkownika, jest ukrycie jego rzeczywistego adresu
IP. Służy do tego celu cała sieć serwerów prowadzonych przez firmę
Zero Knowledge i współpracujące z nią firmy i organizacje (tzw.
Freedom Network). Każde połączenie internetowe inicjowane przez
użytkownika korzystającego z Freedom kierowane jest najpierw do tej
sieci, gdzie przy użyciu specjalnych technik kryptograficznych,
opisanych niżej, ukrywana jest droga jego przesyłania. Dane
opuszczają sieć Freedom w przypadkowo wybranym punkcie i właśnie
adres tego "wyjściowego" serwera jest widoczny dla komputera, z
którym nawiązujemy połączenie.
Elementem łączącym komputer użytkownika z siecią Freedom jest
klient Freedom - niewielki program pracujący w systemie
Windows 95/98 (program nie działa w systemie Windows NT, 2000 ani
Millenium; wersje dla tych systemów znajdują się w przygotowaniu,
podobnie jak dla Macintosha i Linuxa). Przechwytuje on wszystkie
wychodzące z naszego komputera połączenia internetowe i kieruje - po
odpowiedniej "obróbce" - do sieci Freedom. Aby jednak tak się działo,
musimy mieć zdefiniowany przynajmniej jeden nym - jeżeli mamy
ich więcej, specjalne pole w okienku klienta Freedom pozwala zmienić
tożsamość w dowolnym momencie. Przy każdorazowej zmianie tożsamości
zmienia się również trasa, którą nasze dane wędrują poprzez sieć
Freedom, a więc i inny będzie adres IP serwera, z którego "wychodzi"
nasze połączenie. W każdej chwili możemy też w ogóle wyłączyć
wirtualną tożsamość i korzystać z Internetu "normalnie", bez żadnego
maskowania (np. przy dokonywaniu zakupów w sklepie internetowym,
gdzie i tak musimy podać nasze prawdziwe dane).
Proces aktywacji klienta Freedom, czyli tworzenia pierwszej
wirtualnej tożsamości, jest dosyć skomplikowany. Po pobraniu z
witryny WWW i zainstalowaniu na swoim komputerze klienta (sam program
jest bezpłatny), musimy zakupić na serwerze firmy Zero Knowledge
numer seryjny (numery seryjne generowane są losowo i służą do
jednorazowego wykorzystania). Następnie otrzymany numer seryjny
wpisujemy w odpowiednim okienku klienta, dokonując tym samym
"wymiany" numeru (zostaje on w tym momencie unieważniony) na pięć
tzw. żetonów (tokens). Żetony pełnią rolę elektronicznych
pieniędzy systemu Freedom - można za nie kupować wirtualne
tożsamości. Utworzenie każdej tożsamości zmniejsza nasz zapas żetonów
o jeden. Nym ważny jest przez rok; po upływie tego terminu
przedłużenie jego ważności wymaga wydania następnego żetonu. Nie
musimy wykorzystywać wszystkich żetonów od razu; nowe tożsamości
możemy tworzyć w miarę potrzeby.
Taka komplikacja procesu tworzenia tożsamości podyktowana jest
chęcią utrudnienia powiązania rzeczywistych danych użytkownika z
nazwami tworzonych przez niego tożsamości, tak, aby nawet firma Zero
Knowledge nie wiedziała, kogo naprawdę kryje dany nym. Jako że
zakup numeru seryjnego odbywa się przy użyciu karty kredytowej,
wymaga on podania danych osobowych użytkownika. Gdyby aktywacja
wirtualnej tożsamości następowała od razu w tym momencie, związek
między nią a rzeczywistymi danymi użytkownika byłby zbyt oczywisty.
Rozłożenie tego procesu w czasie i wprowadzenie anonimowej
elektronicznej gotówki w postaci żetonów zrywa ten związek i nie
pozwala na identyfikację osoby wydającej dany żeton na kolejny (a
może pierwszy?) nym.
A teraz dokładnie: jak to działa?
Bezpośrednio po nawiązaniu połączenia z Internetem (a także przy
każdorazowej zmianie tożsamości) aktywny klient Freedom wybiera
przypadkowo adresy kilku serwerów sieci Freedom (typowo trzech),
ustalając indywidualną trasę, którą w trakcie tej sesji będą
przebiegały nasze pakiety danych. Następnie oczekuje na nasze
działania (wszystkie operacje wykonywane przez klienta sygnalizowane
są odpowiednimi komunikatami na ekranie - por..
Gdy przeglądarka WWW bądź jakakolwiek inna aplikacja internetowa
nawiązuje połączenie, pierwszą czynością, jaką wykonuje klient przed
przekazaniem danych dalej, jest usunięcie z pakietów TCP/IP
informacji o adresie IP naszego komputera. Następnie klient dokonuje
wielokrotnego, "zagnieżdżonego" szyfrowania danych kluczami
właściwymi dla kolejnych serwerów, przez które pakiet będzie
przechodził (w całej sieci Freedom stosowana jest zaawansowana
struktura zarządzania kluczami publicznymi w celu wzajemnego
uwiarygodnienia wszystkich klientów i serwerów). Dane szyfrowane są
najpierw kluczem ostatniego serwera na ustalonej wcześniej trasie;
tak zaszyfrowane dane szyfrowane są kluczem serwera środkowego w
łańcuchu; wreszcie podwójnie zaszyfrowany pakiet szyfrowany jest po
raz trzeci - kluczem pierwszego serwera. Przypomina to włożenie
trzech kopert jedna w drugą, przy czym na każdej "kopercie" znajduje
się tylko informacja, od kogo została ona otrzymana i komu należy ją
dalej przekazać. W ten sposób żaden z serwerów na trasie przesyłania
danych nie zna naraz obydwu końców tej trasy.
Tak zaszyfrowane dane zostają wysłane do pierwszego serwera na
ustalonej trasie. Ten otwiera pierwszą "kopertę", otrzymując pakiet
adresowany do kolejnego serwera (i zaszyfrowany jego kluczem). Ten
odszyfrowuje kolejną warstwę i powtarza czynność. Ostatni serwer po
odszyfrowaniu danych uzyskuje oryginalny pakiet, zawierający adres
odbiorcy, ale pozbawiony adresu nadawcy; serwer wypełnia lukę własnym
adresem IP i przesyła pakiet już w "normalny" sposób do jego miejsca
przeznaczenia w Internecie. Odpowiedzi na wysłane pakiety przebywają
analogiczną drogę w odwrotnym kierunku - tym razem kolejne serwery na
trasie dodają kolejne warstwy szyfrowania, które są na końcu
rozszyfrowywane przez klienta. Niezależnie od opisywanego tu
szyfrowania, kanały połączeniowe między serwerami Freedom oraz między
klientem i pierwszym serwerem są jeszcze dodatkowo "zewnętrznie"
szyfrowane.
W ten sposób zapewniana jest anonimowość prostych połączeń
internetowych "punkt-punkt", jak na przykład zapytań do serwerów DNS
(te także muszą być chronione, aby uniknąć identyfikacji odwiedzanych
przez nas adresów poprzez monitorowanie serwerów DNS), sesji
telnetowych, SSH czy IRC. Pewne usługi wymagają jednak nieco innego
traktowania i dodatkowych działań ze strony czy to klienta, czy to
sieci Freedom.
Anonimowe WWW
W przypadku przeglądania stron WWW powyżej opisane postępowanie
uzupełnione jest dodatkowo analizowaniem odbieranych z serwera
nagłówków określających "ciastka". Każda wirtualna tożsamość ma swój
własny zbiór zapamiętanych "ciastek" (określany mianem "słoja z
ciastkami" - cookie jar), niezależny od pozostałych tożsamości
(por. ). Wysyłane przez serwer "ciastka" przechwytywane są i
zapamiętywane przez klienta Freedom - nie trafiają w ogóle do
przeglądarki WWW. Klient też zajmuje się ich zwracaniem do serwera w
wysyłanych zapytaniach. To wszystko nie dotyczy rzecz jasna tzw.
"bezpiecznych" połączeń HTTP, wykorzystujących protokół SSL, jakie
stosowane są np. przy zakupach w sklepach internetowych. Ponieważ
wychodzą one z przeglądarki WWW już w postaci zaszyfrowanej, analiza
ich treści przez klienta jest niemożliwa. Możliwe jest tu więc pewne
ominięcie ochrony prywatności dawanej przez Freedom; ponieważ jednak
w tego typu połączeniach z reguły i tak musimy podać swoje prawdziwe
dane, wskazane może być wręcz całkowite wyłączenie wirtualnej
tożsamości przed przystąpieniem do tego typu transakcji, aby uniknąć
niebezpieczeństwa przypadkowego powiązania jej z naszymi
rzeczywistymi danymi.
Największe niebezpieczeństwo dla naszej prywatności, jakie grozi
nam ze strony stron WWW, to jednak nie "ciastka", a umieszczana na
stronach tzw. "aktywna zawartość", czyli różnego rodzaju skrypty,
aplety Javy i kontrolki ActiveX, które wykonywane są przez
przeglądarkę (szczególnie dotyczy to Internet Explorera). Kontrolki
ActiveX mogą "wyciągnąć" z naszego komputera dowolną informację i
przesłać ją na dowolny serwer. Mogą też szkodzić nam bardziej czynnie
- w Internecie znajdują się np. strony WWW zawierające kontrolki
ActiveX, które resetują komputer, formatują dysk (!), zmieniają
rejestr systemu Windows w taki sposób, że normalna praca staje się
niemożliwa, czy umieszczają nam na dysku wirusy. Kontrolki ActiveX
mogą nas nawet zrujnować - hackerska grupa Chaos Computer Club z
Hamburga zademonstrowała swego czasu publicznie kontrolkę ActiveX,
która modyfikowała pliki transakcji jednego z najpopularniejszych w
USA i zachodniej Europie programów do home-bankingu - Quicken
(jeżeli użytkownik miał go zainstalowany w swoim komputerze),
powodując przy najbliższym połączeniu z bankiem wykonanie określonej
przez autorów strony operacji przelewu bez wiedzy użytkownika...
Nie istnieje wiarygodna metoda zabezpieczenia się przed tego
typu działaniami. Firma Zero Knowledge lojalnie uprzedza o tym
użytkowników, zalecając całkowite wyłączenie w opcjach używanej
przeglądarki WWW możliwości uruchamiania "aktywnej zawartości".
Niestety, niektóre strony oparte są całkowicie na "aktywnej
zawartości" i po jej wyłączeniu po prostu nic na nich nie widać
(zazwyczaj nie świadczy to zbyt dobrze o webmasterskich
umiejętnościach autora strony). Sami musimy wówczas zdecydować, czy
chcemy wystawiać się na ryzyko...
Anonimowa poczta i newsy
Chociaż każda wirtualna tożsamość ma przypisany sobie adres
e-mail, Zero Knowledge nie utrzymuje dla użytkowników usługi Freedom
kont pocztowych. Wykorzystywane jest nasze "zwykłe" konto pocztowe
obsługujące protokół POP3, które możemy mieć założone na dowolnym
serwerze.
Wysyłanie poczty odbywa się prosto: klient Freedom przechwytuje
połączenie do serwera SMTP, analizuje nagłówek listu zastępując
rzeczywisty adres e-mailowy użytkownika w polu "From:" adresem
aktywnej w danym momencie tożsamości ( ), i w opisany powyżej
anonimowy sposób przesyła treść listu do bramki pocztowej sieci
Freedom (Freedom Mail Gateway, FMG), a ta - do odbiorcy. List będzie
pozbawiony danych identyfikujących użytkownika, o ile tylko
użytkownik zachowa elementarną ostrożność i sam ich tam nieświadomie
nie wstawi. Należy pamiętać, aby wysyłając pocztę anonimowo wyłączyć
w programie pocztowym używanie sygnatur (a tym bardziej podpisów
elektronicznych, którą to możliwość mają niektóre programy pocztowe)
- cóż przyjdzie z "oczyszczenia" nagłówków listu z danych mogących
zidentyfikować użytkownika, jeżeli w standardowo dołączanej do listu
sygnaturze znajdzie się imię i nazwisko wraz z numerem telefonu? Z
podobnych przyczyn nie należy mając aktywny nym odpowiadać na
pocztę adresowaną do innej tożsamości (bądź wysłaną na nasz
"rzeczywisty" adres).
Odbiór poczty przychodzącej jest bardziej skomplikowany. Przy
tworzeniu każdej wirtualnej tożsamości definiowane są dla niej tzw.
bloki odpowiedzi (zwykle jest ich trzy), zawierające
informację o tym, które serwery sieci Freedom mają obsługiwać pocztę
przychodzącą. Wszystkie listy adresowane do domeny freedom.net
odbierane są przez FMG i przekazywane serwerom określonym w blokach
odpowiedzi (w ten sposób powstaje kilka kopii listu). Każdy z tych
serwerów przekazuje następnie pocztę dalej ustaloną w blokach
odpowiedzi drogą, stosując opracowany przez Zero Knowledge protokół
anonimowego transportu poczty (AMTP). Protokół AMTP stosuje podobny
sposób wielowarstwowego szyfrowania danych, jak opisany uprzednio
dla wychodzących połączeń TCP/IP, z tym, że w tym przypadku
szyfrowaniu podlegają nie poszczególne pakiety, lecz cała treść
listu, która po zaszyfrowaniu umieszczana jest jako załącznik w
liście kierowanym do kolejnego serwera. Ostatni z serwerów przesyła
zaszyfrowany list na rzeczywisty adres e-mail użytkownika (w tym
momencie zaszyfrowany jest zarówno nadawca listu, jak i nym,
do którego list jest adresowany).
Bloków odpowiedzi jest kilka, na wypadek, gdyby któryś z
serwerów znajdujących się na trasie przesyłania listu miał awarię i
nie mógł przekazać przesyłki dalej (ubocznym efektem takiego sposobu
przesyłania poczty jest niestety fakt, że bramka pocztowa sieci
Freedom nie zwraca nadawcy komunikatu o ewentualnym niepowodzeniu
dostarczenia listu do adresata). Do skrzynki POP3 użytkownika
dochodzi więc zwykle kilka kopii tego samego zaszyfrowanego listu.
Podczas pobierania poczty z serwera POP3 należy mieć włączonego
klienta Freedom. Przechwytuje on połączenie z programu pocztowego do
serwera POP3, sam łączy się z serwerem (jest to zwykłe połączenie
TCP, nie odbywa się ono przez sieć Freedom, jako że łączymy się z
naszym "jawnym" kontem pocztowym), pobiera znajdujące się tam listy,
usuwa duplikaty i odszyfrowuje listy adresowane do wszystkich
tożsamości, po czym dopiero przekazuje pocztę programowi pocztowemu
(możemy w nim zdefiniować sobie osobne foldery dla każdej
tożsamości).
Korzystanie z Usenetu z włączoną wirtualną tożsamością stanowi
pewien problem, jako że serwery news "wpuszczają" zazwyczaj
tylko połączenia z określonych zakresów adresów IP - a adres ten jest
zmieniany przez Freedom. Zero Knowledge proponuje użytkownikom
korzystanie z usług współpracującej firmy, która udostępnia możliwość
odczytywania newsów poprzez WWW (oczywiście połączenie z
serwerem WWW jest realizowane anonimowo w sposób opisany powyżej).
Jeżeli nie niepokoi nas myśl, że operator naszego serwera
news może rejestrować, jakie grupy i jakie wiadomości czytamy,
możemy skorzystać ze zwykłego czytnika news. Klient Freedom w
tym przypadku nie ingeruje w połączenie i "przepuszcza" je do naszego
standardowego serwera. Nieco inaczej dzieje się natomiast w przypadku
wysyłania wiadomości na grupę dyskusyjną. Wiadomość jest
przechwytywana przez klienta i traktowana analogicznie jak przesyłka
e-mailowa: adres w nagłówku zamieniany jest na adres bieżącej
tożsamości i list przekazywany jest anonimowo do bramki
mail-news.
Słabości i ograniczenia Freedom
Warto zauważyć, że w powyższym opisie brak jest usługi FTP.
Istotnie, z uwagi na charakter tej usługi (dwa równoległe połączenia
TCP inicjowane przez obydwie porozumiewające się strony) trudno jest
ją zrealizować w sposób anonimowy. Próby połączeń FTP przy aktywnej
wirtualnej tożsamości są blokowane, co jest sygnalizowane odpowiednim
komunikatem na ekranie. Podobnie blokowane są próby skorzystania z
innych usług internetowych (otwarcia połączeń na inne porty) niż DNS,
HTTP, HTTPS, telnet, SSH, mail (SMTP/POP3), news i IRC. Połączenia
takie są zabronione w sieci Freedom, z dwóch powodów: po pierwsze -
ograniczenie liczby usług upraszcza konstrukcję oprogramowania
systemu, a tym samym ułatwia jego przeanalizowanie pod kątem
ewentualnych słabych punktów; po drugie - dla zapobieżenia
ewentualnym próbom wykorzystywania anonimowości, jaką daje Freedom,
do działalności hackerskiej.
Warto też zauważyć, że Freedom chroni naszą prywatność, ale nie
nasz komputer! Komputer jest przecież cały czas "normalnie"
podłączony do Internetu i wystawiony na ewentualne ataki z zewnątrz:
skanowanie portów, nawiązywanie połączeń z ewentualnymi końmi
trojańskimi itp. Freedom nie jest firewallem! Aczkolwiek
częściowo zabezpiecza nas przed działalnością niektórych koni
trojańskich - tych, które same próbują nawiązywać połączenia z
serwerami na zewnątrz - to zupełnie nie "interesuje się"
programami-serwerami, które tylko "siedzą" na naszym komputerze,
czekając, aż ktoś z zewnątrz się z nimi połączy. Freedom nie
zabezpieczy nas też przed np. otrzymaniem wirusa lub konia
trojańskiego drogą e-mailową.
Cały system jest interesujący przede wszystkim od strony
technicznej, a zwłaszcza oryginalnej realizacji anonimowych połączeń.
Natomiast czy faktycznie nasza prywatność ma aż taką wartość, która
by uzasadniała korzystanie z Freedom - każdy musi ocenić sam.
Niewątpliwie dobrze jednak, że dla tych, którzy na to pytanie
odpowiedzą "tak", taka możliwość istnieje...